Oto 3 część książki "Kruczy zew"
Rok 2012, Prion st. 13.26
-... i na końcu najlepsza praca należąca do…
Z kamienną miną spoglądałam na ławkę nauczyciela. Błagam… Tylko nie ja... Proszę.. powtarzałam sobie te słowa w duchu chociaż wiedziałam że jako mnie jedyną nauczyciel jeszcze nie wyczytał. Niestety…
-… AngeliTurien.
Od tego momentu jak zwykle rozpoczęły się szepty. Zauważyłam że już wszyscy w pomieszczeniu oprócz Sary Nowlege, pana Smithai kilku przyjaciół, patrzyli na mnie z ognikami w oczach. Wiedziałam o czym plotkowali… „Znowu ona? Pff..”, „Ona jest po prostu pupilkiem nauczycieli.” I tak dalej. Natomiast ja mimo tego, iż na mojej twarzy nie malowały się żadne uczucia, w duszy czułam burzę emocji. Szczęście kłóciło się z rozpaczą z powodu odrzucenia przez wszystkich innych. Nienawiść kłóciła się ze spokojem. Lecz ja po prostu siedziałam i gapiłam się w taki sposób jakbym nie chciała się nigdzie ruszyć. Zostać tam i pogrążyć się w smutku.
-Angela proszę zobaczyć swoją pracę – powiedział nachalnie i z naciskiem nauczyciel.
-No idź – szepnęła mi po cichu siedząca ze mną w ławce Angela i zaczęła mnie zepchnąć z krzesła bym wzięła ten gówniany sprawdzian.
Wzięłam głęboki wdech i z udawanym znudzeniem postanowiłam że pójdę po tą pracę i będę miała wszystko z głowy. Nie pomyślałam tylko że moja droga może wydawać się taka długa oraz ciężka. Powoli stąpałam po podłodze i wlepiłam wzrok w jeden punkt. Ziemie. W ten sposób chciałam teraz się rozpłynąć i stać się nicością. Uniknąć wszelkich bólów wyrządzanych przez życie. Uniknąć go. Mam na razie 17 lat a już miałam wiele psychicznych ran.
Kiedy moja żmudna wędrówka do ławki Smitha się zakończyła i szybko wzięłam mój sprawdzian, a na nim zauważyłam coś co mnie nie zdziwiło ani nie uszczęśliwiło. Szóstka. Świetnie. Bez słowa czmychnęłam z powrotem do swojej ławki, modląc się o koniec lekcji. Po drodze usłyszałam różne głupawe wyzwiska ale nigdy na nikogo nie kablowałam. Niech ci ludzie żyją w swojej naturze, a w końcu zauważą że ludzie przyjaźnią się z nimi tylko dla sławy a sami są jakimiś idiotami którzy są podli, złośliwi i udają półgłówków. Było to dla mnie przykre mimo tego, że wiem jacy są i byli.
Od początku wszyscy mnie nienawidzili. Nie podobał im się mój styl i ogólnie cały wygląd. Codziennie chodziłam w czarnych, mrocznych ubraniach oraz pasujących do nich glany w stylu Goth. Moje kruczoczarne włosy sięgały do ramion i łagodnie opadały na ciał. Moja cera była biało blada i nie posiadała (o dziwo) żadnych skaz, a moje przykuwające uwagę oczy były koloru żółtociemnego. Mój wygląd zawsze oddawał charakter, lecz nie do końca. Tajemnicza, nieprzystępna, zawsze pesymistyczna. Niestety większość (duża większość) uważa po wyglądzie że tak od razu muszę być zimna i dziwna. Szczerze? Chciałabym by ludzie cenili mnie jaką jestem. Nie podobam się? Niech się walą. Ja nie zamierzam się zmieniać.
Ludzie z mojej klasy… A zresztą z całego liceum nie cierpią mnie również za to że w odróżnieniu od nich nie udaję debila i zdobywam dobre oceny. Zresztą nawet gdybym chciała dostać niską ocenę nie potrafiłam… i to nie przez to że ktoś w domu by na mnie się darł bo nawet nie mam prawdziwego domu. Po prostu… jakaś dziwna siła nie pozwala mi robić czegoś co by mnie zmieniło. Nie mogłam nigdy napisać czy powiedzieć złej odpowiedzi na pytanie. Albo po prostu ja jestem dziwna. Umiem mówić biegle w wielu językach których się w ogóle nie uczyłam. Czasem mam nieokreślone przywidzenia i przesłyszenia. Czasem śnią mi się sny, które kiedyś się spełniają. Coś w rodzaju… Wizji. Wiem bzdury. Wizje nie istnieją
___________________________________________________________________
To na tyle.
3 komentarze:
Na 1000000%/100% zostaniesz pisarką :)
Piszesz tak pięknie... Naprawdę. Z niecierpliwością czekam na kolejny fragment :)
~Gabriella483
Czadowe ;)
Prześlij komentarz